zapominam się i myślę

poranną dawkę energii dostarcza Moloko i kawa, czarna bez cukru. Za oknem wrzeszczy miasto. Samochody. Pociągi. Jak miło byłoby zamienić ‘za-okienne’ mechaniczne odgłosy pojazdów na gwar ludzkich głosów. Przenieść się z okolic dworca do sąsiedztwa rynku, jego bocznej uliczki, w jakimś dużym starym mieście. I piszę to lubiąc tą nowoczesną przecież ‘nie-piękną’ Gdynię.

Goląc się w wannie, z głową pełną myśli a oczami zerkającymi, to na lustro, to na perony Gdyni Głównej, zapominam się i zgalam część brody, której nigdy nie goliłem, tą część pod samymi ustami. A myśli prowadzące do zguby charakterystycznej bródki są odważne i podszyte lękiem. Oczy zerkające, to na lustro, to na perony, są lekko niebieskie i pełne wiary/nadziei w to, że los ich posiadaczowi daje szanse, którą należy wykorzystać. Dzieje się. Chwilowo nie mogę dogonić swoich myśli, ale zrobię to.

mokro

długi poranej na kacu wszelkiego rodzaju, zdrowotnym i moralnym, zawodowym i osobistym.. Psia służba, wyprowadzanie psa jednego i drugiego. Zdalna gościnna. Deszcz. Olafur w kolejce. Teatr goszczący widownie na scenie - Oni Witkiewicza w gdańskim Wybrzeżu. Deszcz ponownie i parasol obrońca. Kolejki oczekiwanie. Muzycy w deszczu biegnący z instumentami bezpiecznie zamknietymi w pudłach. Deszcz. Długie czerwone światło. Mieszkanie w głównej.

Hałas i ’smutek mam we krwi’.

jagodowy, śmietankowy, kakaowy

od ulicy, schodkami w dół wchodzimy do pomieszczenia w budynku. Na wprost, za ladą stoi kobieta. Na prawo, za małym półokrągłym okienkiem przypominającym kasę, tzn. będącym kasą, siedzi mężczyzna (w wieku zaawansowanym). Orontium podchodzi do okienka i mówi, 3 gałki poproszę. Dostaje żetonik - blaszane kółeczko z dziurką w środku i wygrawerowaną małą trójką. Podchodzę i ja, mówię to samo co mój poprzednik. Dostaję swoją blaszaną przepustkę do lodowego szczęścia. Z żetonami podchodzimy do pani za ladą, która właśnie otrzymała świeży cylindryczny pojemnik z lodową śmietankową konsystencją. Wymieniam tylko nazwy smaków: jagodowy, śmietankowy, kakaowy i dostaję wafelek pełen lodów. Mówimy dziękuję, dowidzenia i wychodzimy. Jestem ucieszony jak małe dziecko. Wizyta w lodziarni w której czas się zatrzymał, do której bym nigdy sam nie wszedł - baaa, której bym wcale nie zauważył.

Przebywanie z ludźmi to odkrywanie elementów świata, których sami pewnie byśmy nie dostrzegli.

tęskno

tęsknię, bojąc się jednocześnie zaspokojenia owej tęsknoty.
Czy możliwym jest, by stan tęsknoty był dla mnie stanem idealnym?
Tak, to możliwe - brzmi jak żart, ale tęsknota może być chyba sposobem na życie.

Ólafur Arnalds - odkrycie wskazane.

za / przed

za oknem hałas. Może dlatego przed oknem tak często gra Sigur Ros, Olafur Arnalds czy Mari Boine. Przed oknem też popijam kawę colą i jem czekoladę na przemian ze śledziami w sosie salsa - i wcale nie jestem w ciąży - bo facetom się to nie zdarza. Na stole stosy kartek i wszystko co do życia quasi-projektanta potrzebne. Brakuje tylko kropli do oczy - bo chyba trzeba zacząć o nie dbać, prawie całodobowe siedzenie przed komputerem… całodobowe siedzenie będące konsekwencją gigantycznie leniwego i miłego czasu około openerowego.

i wczoraj siedząc w wannie z widokiem na Gdynię miałem kreatywną burzę mózgu - może to rezultat przeczytanego w wodzie artykułu o pewnym japońskim designerze. Istnieje we mnie ukryta chęć stworzenia czegoś jeszcze niestworzonego.

Pływające w oddali statki wyglądają niczym wędrujące budynki, wielkie ruchome bloki.

ekshibicjonizm w głównej

na tydzień przeniosłem się do najgłośniejszego miejsca w mieście. Za oknem nieustanny szum samochodów i stukot kół pociągów. Gdynia Główna.
W mieszkaniu telewizor, którego nawet nie chcę odpalić, wersalka/łóżko w towarzystwie foteli a nie materac w towarzystwie poduszek, pies blond a nie pociapany szczeniak.
I jestem tu kilka godzin zaledwie a już chcę do mojego materaca, poduszek, plastikowego krzesła, gryzącego szczeniaka, konkubiny i dobrze nagłośnionego pokoju. Dlaczego dźwięk w moim życiu odgrywa tak ważną rolę? Jestem pewien, że gdybym mógł zaimportować tu swoje głośniki, gdyby dźwięk pełny mógł mnie otoczyć w tym tymczasowym miejscu pobytu, byłbym szczęśliwszy.
Przed chwilą zażyłem kąpieli w łazience z dużym oknem na perony dworca - czysty ekshibicjonizm.

po-opener-owo

popijam sobie whiskey, którą dostałem na odchodne z pracy. Staram się pracować nad opisem do projektu, postaram się popracować jeszcze trochę na rysunkami.
Życie nagle stało się inne. Dziwne, ale pozytywne. I choć początek życia bez pracy u kogoś jest może lekko leniwy, to już wiem, że leniwie wcale nie będzie. Festiwalowy weekend laby został zamknięty - niestety. Open’erowy klimat to był boski klimat. Kolorowi ludzie, pyszne towarzystwo i masa doborowej muzyki. Zaskakujące Editors, niesamowite Massive Attack, przedziwne Cocorosie, wybuchowa Maria Peszek, rozczarowujący Interpol, radosny Gentleman, … pisać można byłoby i pisać, wymieniać, dostawiać epitety. Mój pierwszy opener był takim jakm się spodziewałem, że będzie. Był pierwszy, ale nie będzie ostatni.

a teraz z ustawioną listą muzyki: Loco Star, Mari Boine, Coldplay, Under Byen wracam do pracy. Bo teraz praca może być nocna, ranek późny, obiad może być na śniadanie. A telefon - jest jeden a nie dwa, i dzwonią nań ludzie, z którymi wcale nie boję się rozmawiać.