Archiwum dla kwiecień, 2008

miało być / jest

miała być dostawa chałwy do łebskiego domu. Mama ma dziś urodziny i chciałem pojechać z życzeniami, kwiatami i chałwą. Nie pojechałem.
W drodze powrotnej do domu z pracy Konkubina zatrzymała się na czerwonym świetle, zgodnie z przepisami ruchu drogowego. Przed nami auta, za nami – przyznam się, że nie pamiętam. Stoimy sobie, ja oglądam mapę miasta Pragi, Konkubina obserwuję sygnalizator świetlny. Spokój i cisza. Nagle widzę cofający w naszym kierunku samochód. Mówię do Konkubiny – klakson, z nadzieją, że kierowca usłyszy i zatrzyma się. Zanim zdążyliśmy zareagować, samochód w nas uderzył, odbił spokojnie i lekko odjechał. Oboje nie wierzymy w tak głupi wypadek. Ale.. to nie koniec. Kolizja okazuje się jeszcze głupsza niż pierwotnie się to zapowiada. Wysiadam z samochodu, by spojrzeć co za wspaniały kierowca nas tak urządził. SZOK! Kierowcy nie ma. Zaatakowało nas puste auto, które zjechało najzwyczajniej w świeci z górki, bo.. nie miało zaciągniętego hamulca ręcznego, bądź pozostawione na biegu z owego biegu ‘wyskoczyło’. Poważnie, wielkie było nasze zdziwienie i zabawna złość, że spotkało nas coś tak idiotycznego: niemożność ucieczki przed atakującym pustym samochodem.
Policja przyjechała, spisała zeznanie, zrobili zdjęcie.. a Konkubina dodatkowo napisała liścik do kierowcy samochodu widmo i włożyła mu za wycieraczkę. Ot, właściwie tyle.
Czy Was też kiedyś zaatakował pusty samochód?

Tak więc wizyty w domu przed praską wycieczką nie było, jedyni kilka telefonów do mamy w rekompensacie odwiedzin syna.

A z praskiej beczki: machina nabyta, twaróg i kiełbasa również, mapa przejrzana, połączenie powrotne wstępnie upatrzone.. jutro trochę prasowania, zrobienie kanapek, kawy w termos i fru – w drogę.

czas, główny rozgrywający

zdaję sobie sprawę nagle z tego, że ten blog jest czwarty, znam dobrze trzeci – lubiłem go bardzo, a co z drugim i pierwszym. Drugi był na blog-city.com i był prowadzony w chyba najgłupszym okresie mojego życia – wiecznej walki ze współlokatorami spowitej głupią ciszą, wielkim milczeniem – nazwę próbowałem sobie dziś odtworzyć, ale bez pozytywnego wyniku. Pierwszy był.. nawet nie wiem gdzie – na pewno na studiach, ich początku, może na blog.pl?
I każdy z tych blogów był częścią mnie i każdy był obrazem mnie samego. Czy tak samo jak zapominam o blogach, zapominam o części siebie samego z danego okresu życia? Ostatnia książka Carrolla właściwie o tym była. O nie korzystaniu z własnego dorobku doświadczeń. Czy tak jest w istocie? Chyba niestety tak. Zapominamy siebie samych. Nie potrafimy sami siebie w pełni wykorzystać. Nie korzystamy z pamięci, bądź też najzwyczajniej w świecie jej nie mamy.

Dziś czuję, że w pewien sposób zawiodłem człowieka, który liczył na moją niezawodność (na naszą niezawodność). Czuję, że potrzebuję o tym pomówić, może napisać – ale jeszcze nie potrafię – może nigdy nie będę potrafił. A może moje czucie jest złym odczuciem, błędnym i niepoprawnym. Czas pokaże albo czas pozwoli zapomnieć i nie wrócić do tego więcej.
Bo właściwie głównym rozgrywającym na świecie jest czas właśnie. Coś zrobiliśmy za szybko, coś stało się zbyt późno, na coś zabrakło czasu, czemuś zbyt wiele czasu poświęciliśmy.. czas, czas, czas..

I niech jutrzejszy dzień minie tak szybko jak to możliwe, bo ja chcę, ja pragnę, ja żądam siedzieć już w pociągu, czytać Murakamiego, przekroczyć granice i zapomnieć choć chwilę klimat mojego ulubionego kawałka polskiej ziemi.

A pies?
Jak nie je i nie śpi, to biega i sika. Człowiek zetrze w jednym miejscu psi mocz, odłoży sprzęt sprzątający i w tym momencie znowu widzi małego kucającego drania, z którego znowu coś cieknie. Boogie to naczelny sikacz dzielnicy.
No, ale taka już szczeniacka przypadłość.

nowy beagle w mieście

od dziś na Narcyzowej z parą konkubentów zamieszkał pies. Beagle. Będziemy nań wołać Boogie.
Boogie pobiegała, Boogie się najadła, Boogie zrobiła kupkę i siku, tuż obok gazety, Boogie sięga głową ponad stół (jak stanie na dwóch tylnych łapach, uwzględniając – że stół nad który sięga ową główką nie sięga mi nawet do kolan), Boogie ma swoją piłkę i sznurek, kocyk o zapachu swej matki, Boogie piszczy i non stop zagląda do miski z żarciem – niestety już pustej.
Boogie jest urocza – ot krótko pisząc.

i żeby nie było, oficjalnie to pies Konkubiny.

pora letnia

i zaczęło się – komarów, ciem, much w domu moim wizyty. Co prawda coś takiego jak mój dom nie istnieje, a jedynie racje bytu ma stwierdzenie mój pokój, no ale chodzi o moją przestrzeń – odgrodzoną czterema ścianami intymną sferę stworzoną przez rzeczy i dźwięki mi bliskie.

i zdecydowałem się – powstaje czwarty blog mojej produkcji. Przez jakiś czas zastanawiałem się czy przeprowadzka do wordpress nie zobowiązuje do tworzenia notatnika o wyższym poziomie, tematycznego, poważnego, dojrzałego.. i w sumie mimo braku wyniku moich rozmyślań powstał. Czwarty.


 

kwiecień 2008
P W Ś C P S N
    maj »
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
282930  

Flickr Photos

gdynia zaczytana #1

gdynia zaczytana #2

More Photos
who's online