od dziś na Narcyzowej z parą konkubentów zamieszkał pies. Beagle. Będziemy nań wołać Boogie.
Boogie pobiegała, Boogie się najadła, Boogie zrobiła kupkę i siku, tuż obok gazety, Boogie sięga głową ponad stół (jak stanie na dwóch tylnych łapach, uwzględniając – że stół nad który sięga ową główką nie sięga mi nawet do kolan), Boogie ma swoją piłkę i sznurek, kocyk o zapachu swej matki, Boogie piszczy i non stop zagląda do miski z żarciem – niestety już pustej.
Boogie jest urocza – ot krótko pisząc.
i żeby nie było, oficjalnie to pies Konkubiny.




a ja zupelnie nie na temat.chociaz pies słodki;)
..pisałeś gdzieś kiedyś o blogu czytanym od końca. Ja właśnie to robię.. wpadłam zeby się przyznac: pozdrowienia gdzies z 11. strony “trzeciego”…
zaczynają mi dretwiec miesnie twarzy, bo od kilku godzin nieustannie się usmiecham do monitora… a planowalam wczesniej polozyc sie spac. znowu. ale to nie moja wina ze tak milo mi sie “Ciebie” czyta.. i ze czasem/często odnajduję w slowach kawalki siebie..
pozdrawiam ciepło… gdzieś z okolic słupska…
no to “trzeciego” mam za sobą..albo raczej gdzieś w sobie. jest tez jakis “drugi”, prawda..? mam nadzieje..bo inaczej jutrzejsza noc bedzie bardzo pusta…