Archiwum dla maj, 2008

obrona przed ubytkiem możliwości

zimna kawa w dużym kubku. Za oknem słońce, a przed oknem bałagan do ogarnięcia. Przede mną dużo działania, za mną złożenie wypowiedzenia w pracy. Już nie napiszę: zrób to. Ja już zacząłem to robić. Krok pierwszy popełniony, za miesiąc postawię krok drugi. Wszystko powoli i bez zbędnego pośpiechu, choć… dziś w ‘Tańcz, tańcz, tańcz’ dobrnąłem do zdania: Niestety ciągle płynie (moje dopowiedzenie: czas). Mija bardzo szybko. Przybywa przeszłości i ubywa przyszłości. Ubywa możliwości i przybywa żalów.

Tak właściwie to do końca sam nie wierzę w to co zrobiłem. Tak, zwolniłem się z pracy. I gdzieś tam w środku mnie jest dziwna wiara w to, że nie będę tego musiał żałować. Trzeba pamiętać o tym, że czas płynie i ubywa możliwości – dobrze, że pan Haruki, dziś sprawił, że po przeczytaniu tego zdania zdałem sobie z tego sprawę.

krok pierwszy

zrobię to. Postanowione. Wydrukowane wypowiedzenie czeka na ujrzenie światła dziennego w najnowszym numerze Architektury. Boję się jak cholera jutrzejszej pogadanki z szefem/ami.

Dziś miałem kolejną fajną rozmowę, która popchnęła mnie do wykonania takiego kroku właśnie a nie innego. Herbata w Cafe Ferber, dwie alternatywne historie ludzkie z docelowym jednakowym podejściem do sprawy zawodowej. Pozytywne nastawienie i chęć do działania. Dam radę. Muszę dać.

Zrobię to. Zrobię to jutro. Dam radę. Muszę dać!

bociani znak?

wczoraj pojeździłem trochę po północy naszego pięknego kraju. Odbyłem telefoniczną rozmowę z nauczycielką koordynacji i stwierdziłem ponownie: zrób to. Zaraz po tym jak w głowie padło hasło zrób to drogę majestatycznie przeszedł mi bocian, najzwyczajniej w świecie tuptał sobie po asfalcie – normalka, czy znak? Właściwie to nic innego nie zajmuje mojej głowy tylko myślenie o moim jednoosobowym przedsiębiorstwie. I dochodzę do wniosku, że chociażbym miał się sparzyć, to warto zaryzykować.
Wiele zależy od wieczornego (dziś) spotkania. Będzie nadzieja na większą ilość ewentualnych zleceniodawców, to jutro będzie wypowiedzenie umowy o pracę. Będzie jutro wypowiedzenie, to za miesiąc będzie rejestracja działalności gospodarczej, nowy życiowy tor, nowe wyzwanie, w celu realizacji starych marzeń.

I z tym monotonnym natłokiem myśli nie mogę zmobilizować się do pracy ku chwale mojego tymczasowego pracodawcy, firmy – generatora stresu i siwych włosów na mojej, jeszcze młodego człowieka, głowie.

zrób coś

wszystko mówi: zrób coś. Zaryzykuj.
Kiedy w pracy po praskich doznaniach jednorazowo zżeram dwa kciuki, zregenerowane zadbane paznokcie. Kiedy stres i nerwy wracają z podwójną siłą. Moje wnętrze prawie krzyczy: zrób coś, zaryzykuj.

Jutro i pojutrze czeka mnie małe zwiedzanie Pomorza.. będzie czas by pomyśleć, poskładać myśli. Potem.. omówię je w czwartek z kolegą, a następnie z łebskim sąsiadem. Być może w piątek złoże wypowiedzenie umowy o pracę. Ryzyko jest. Jest również nadzieja, że będę mógł robić to o robieniu czego myślałem zaraz po studiach. Zachodzi prawdopodobieństwo, że choć trochę się rozwinę. Obecna praca, poza całkiem dobrą kasą, nie daje mi już niczego, żadnej satysfakcji ani radości, męczy, stresuje, denerwuje.

Pewnie zaryzykuję, czas najbliższy pokaże.. żaden dalszy.

I wciąż moja głowa pełna praskich myśli.

mur

Słucham Nico Muhly w pracy. Słucham w domu. Słucham w samochodzie.
Murakami czeka na zakończenie (aż wstyd, że jeszcze mu rady nie dałem).


Praha …

Muszę opróżnić portfel z czeskich koron. Muszę obejrzeć jeszcze kilka razy zdjęcia z miasta Praga, wybrać te fajniejsze i pokazać je światu. Muszę porozsyłać zdjęcia, na których są (fajni) ludzie. Mogę jeszcze spokojnie pocieszyć się świeżymi wspomnieniami. Ot, takie post-praskie-porządki. Krótko: było super.
Długo (retrospekcje przepisane z mikro-notatnika)…

środa, 18:28

podróż pociągiem do Pragi to spanie, picie, jedzenie kanapek z serem i czytanie Murakamiego. Gdy jedzie się pociągiem przez Nasielsk, gdzie trwa zdawać by się mogło wieczny remont torowiska, panuje straszna cisza i spokój. Pociąg nie jedzie, a wlecze się raczej, a myśli wówczas przyśpieszają chcąc zrobić jakby na złość aktualnym okolicznościom. Powolny pociąg contra światłowód myśli. I połowa przedziały czyta książki. Jestem dziwnie szczęśliwy, że jestem w tej czytającej połowie.

środa, 19:58

pociąg dotoczył się do Stolicy Wschodniej. Stoimy i stoimy.
Od kiedy tylko wsiadła, chyba w Sopocie albo w jakimś innym Gdańsku, mam ochotę powiedzieć jej, że jest jedną z najładniejszych kobiet jakie w życiu widziałem. Dziewczynie /pani / kobiecie, która siedzi naprzeciw mnie. Wciąż stoimy, tzn. pociąg się nie przemieszcza. Jest cicho, nikt nic nie mówi.  Wysiadam /przesiadam się na kolejnej stacji.

piątek, 10:40

umyty, ogolony, kawą zaspokojony, z lekkimi szmerami w głowie wychodzę na prasie miasto. Dziś będę szukał gazety ERA 21, tutejszej architektonicznej prasy, no i może wybiorę się na Prasky hrad. Wczoraj był “zwiedzany” inny zamek – Wyszehrad. I generalnie cały mój prasku typ zwiedzania/bytowania sprowadza się do poszukiwań ciekawych kadrów, wieczornego wina i porannego braku śniadania. Jakby to powiedział M. – jest godnie.

niedziela, 10:20

na praskich torowiskach kwitną maki. Ciekawe jakby to było być makiem (praskim oczywiście). Pojawić się na jeden makowy sezon, wykiełkować, urosnąć, zakwitnąć specjalnie dla Pragi. Tu się narodzić i umrzeć. Krótko ale prasko. Maki na torowiskach? Tak, wracam nad morze. Znowu zejdzie tydzień nim przywyknę do gdyńskiej rzeczywistości. Co jest w tym praskim mieście, że tak mnie pociąga, kto jest w tym mieście? Lubię w Pradze pić kawę na tarasie przyjaciół. Lubię chodzić wczesnym rankiem po jeszcze pustych ulicach. Lubię robić zakupy w albercie z myślą o tym, że zrobię z nich jedzenie godne ludzkiego podniebienia. Lubię kupować bilety na metro, kasować.. obserwować ludzi i.. i mam chyba tutaj swój ulubiony sklep z płytami, ulubiony sklep z prasą i książkami architektonicznymi (udało mi się w nim kupić ERA 21).
Jakoś tak mi sentymentalnie.
Siedzę w bezprzedziałowym wagonie, tyłem do kierunku jazdy. Myślę, że właśnie tak powinno się opuszczać
ulubione miasto. Obserwując jak pozostaje w odpowiednim dla siebie i stałym miejscu, tu nad Wełtawą.
Pewnie zaraz zasnę na wskutek intensywnej nocy, pełnej wina i piwa, tańców, ludzi, rozmów. Nocy przespanej wyjątkowo w dwóch złączonych fotelach.

I lubię to miasto.. lubię poznanych w nim ludzi.. lubię muzykę tam odkrytą.
I lubię też 3miasto.. lubię tutejszych ludzi.. lubię poznawaną tu muzykę..

Słucham Vivaldiego.. a najchętniej słuchałbym Nico Muhly, którego poznałem w mieście Praga, a który w kraju polskim wydaje się totalnie nieosiągalny.

Praga wkrótce, natłok teraz

zagrzaną kiełbasę wsunąłem szybko zagryzając obficie posmarowanymi masłem kromkami chleba, popijam wszystko Pilsnerem. Z głośników śpiewają różne kobiety, rzadziej panowie. Już za dwa dni będę ponownie w drodze do hlavni mesto Praha.
Jednak zanim nastąpi bezstresowe przemieszczenie za pomocą komunikacji kolejowej, to czeka mnie jeszcze nie małe stado prac przeróżnych. W pracy regularnej kocioł – piekło umów wręcz – cały nasz roboczy team uważa, że sprawy związane z umowami to najgorsza część całej roboty, że po podpisaniu umowy to już właściwie z górki – ewentualnie trzeba będzie się najeździć. W domu czekają inne prace, mniej stresujące obróbki projektów domków przeróżnych, ot nic tylko kreślić.
Czas płynie szybko, ucieka / nie czeka. Trzeba działać.
Więc wyciągam pranie z pralki, dokończam piwo i kreślę. Jutro do pracy. Pojutrze na trochę do pracy, ale również pojutrze wyjazd do praskiego miasta.

Praga, Prague, Praha, Prag, ..

humor niebieski

dzień na polskich drogach. Chyba trzy razu udało mi się nie zginąć. Ktoś tam w górze czuwa nade mną i chcę bym tu coś porobił jeszcze. Może mam jakąś swoją tajną misję, może nie tak tajną jak telewizja publiczna, ale zawsze coś do spełnienia.

Tuż przy stole stoją nowe niebieskie trampki a w sercu i duchu niebieski humor. Humor niebieski nie jest wesoły, ani nie jest smutny. Jest posępny, zazdrosny, lekko agresywny, jednak z dawką nadziei i przebłyskami pozytywnego pojmowania świata.

Przewodnik po Pradze ma chyba za dużo kolorowych zdjęć. Jednak przypomina o przyszłym radosnym wydarzeniu. Wydarzeniu, które wiąże się z masą dziwnych przemyśleń – główka non stop pracuje, wszak nic wypracować nie jest w stanie.

A jutro (dziś) mimo soboty wybiorę się do pracy. I w ferworze walki z moimi projektami, będę rozważać możliwość rozpoczęcia własnej działalności. Działalności, o której zbyt dużo rozważam, a na której odpalenie w 100% nie potrafię się zdecydować. Nowa przygoda, próba spełnienia pewnego rodzaju ambicji, możliwość swobodnego pracowania nad stroną, pewnego rodzaju rozwój, ale i niestabilność finansowa stoi w opozycji do pracy za pewną kasę, ale też do pracy, która satysfakcjonuje mnie tylko w 50%, często irytuje i stresuje wcale nielekko. Czy odważę się na decydujący krok? Kto nie ryzykuje ten nudziarz i tchórz?

I humor niebieski potęguję muzyka do filmu ‘Once’. Zaraz zasnę, by za kilka godzin obudzić się z pogodniejszym odcieniem humoru (choć ten niebieski, wcale nie jest zły).

Następna strona »