post bedzie bez polskich znakow. Bo klawiatura w czeskim hotelu nie jest dostosowana do pisania po polsku. Nom – przynajmniej czuje, ze jestem za granica.
Praga jest niesamowita. To tak krotko.
A w wersji dluzszej. Nigdy nie bylem w miescie, w ktorym jest rownie duzo tramwajow – na przejazd ktorymi kupuje sie sliczne bilety. Nigdy nie bylem w miescie, w ktorym czytalbym wszystko co sie da przeczytac – czytam wszystkie ulotki, reklamy, napisy sklepowych witryn. Nigdy nie bylem w kinie na filmie, z ktorego nic nie rozumialem – czeski wcale nie jest podobny do polskiego. Nigdy nie siedzialem na tarasie z widokiem na dachy sasiednich kamienic. Nigdy nie widzialem takiego zbiorowiska kamienic. Nigdy nie kaleczylem tak angielskiego jak teraz tutaj – nigdy nie musialem gadac w tym jezyku. I nigdy nie zapmietam tej frazy jaka wypowiada sie na odchodne, cos w rodzaju polskiego ‘milego dnia’.
I wychodzi na to, ze nic nie widzialem.
Siedzac sobie na tarasie i pijac poranna kawe (znowy z cukrem i z mlekiem) myslalem o tym jak fajnie byloby mieszkac w takim praskim miescie. Stwierdzilem, ze morze nie jest mi niezbedne. Ze moze moglbym zamieszkac w jakims Wroclawiu, tak podobnym do Pragi.
I koncze ta notke, ide posluchac czechow i poczytac jeszcze troche.

