i wróciłem.
Zapchane ucho, cieknący nos – z dworca do domu wracam taksówką – choć szczerze ich nie lubię. Głowa wczoraj, dziś, jutro pewnie też, pełna wspomnień. Tak, chwile spędzone w mieście Praga są już niestety wspomnieniami, eh. Dałbym wiele, by były wciąż chwilami bieżącymi. O Pradze napisze innym razem, teraz jakoś jestem zbyt mocno jej złakniony by móc spokojnie o niej pisać, o tych miejscach, tych ludziach.
Dziś poranek bez internetu. Dziwnie, inaczej, ale nie źle. Był czas na pranie, sprzątanie, Gazetę, zrobienie jajecznicy na śniadanio-obiad dla siebie i wracającej z dalekiej Wielkopolski konkubiny. Z współlokatorką wróciła psia dziewczynka, która jakby trochę urosła i zmądrzała – sika już tylko i wyłącznie na gazety.
Dziś też kupiłem sobie wiertarkę. Powiesiłem kalendarz, czekający na tą chwile aż 4 miesiące. Mógłbym teraz przytoczyć treść pewnej bardzo popularnej reklamy zaaranżowaną do mojej sytuacji: wiertarka – 179 zł, wiertła – 29 zł, kołki – 8 zł, widok jazzowego kalendarza pilsnera na ścianie – bezcenne.

