zacząłem przed chwilą opisywać mój praski pobyt. Skasowałem wszystko, bo stwierdziłem, że opisuję każdą sekundę i gdybym chciał pisać tak dalej, to musiałbym za pewne pisać jakieś 3 dni, o tym co, jak, gdzie, z kim i dlaczego. A proszę o danie wiary, przez 3 dni ani mi się nie będzie chciało pisać, ani mi sił nie starczy, ani życie mi na to nie pozwoli.
Praga, powtórzę się może – jest inna. Wiekowa. Pełna tramwajów i tykających przejść dla pieszych. Z metrem, które posiada stacje przesiadkowe. Pełna ludzi i ‘kasyn’. Tłoczna w centrum, a poza nim, pod względem zagęszczenia ludzi, już całkiem znośna. Posiadająca małe restauracje w miejscach, w których zgodnie z polskimi standardami, restauracji mało kto by się spodziewał.
Praga dała mi do zrozumienia, że nie można bać się ludzi tylko dlatego, że istnieje możliwość niedogadania się z nimi i utwierdziła w przekonaniu, że mój angielski jest bardziej angielski po dwóch piwach (tudzież mohito), że w ogóle istnieje coś takiego jak ‘mój angielski’. Oczywistym jest, że mój angielski jest do bani, ale hmm – jakoś się dogadywałem. Poznałem bardzo fajnych ludzi. Bardzo fajnych.
Praga pozwoliła mi zapomnieć się na chwilę. Nie myślałem o tym wszystkim co zostawiłem tutaj, w polskim kraju. Myśli moje krążyły tylko wokół chwil ówczesnych, miłych, zabawnych, beztroskich. Kawa poranna na tarasie z widokiem na dachy sąsiednich kamienic i Murakami, od stron którego ostro odbijało się wesołe słońce – to też Praga.
I chyba nie będę się za bardzo zastanawiać nad odpowiedzią na kolejne zaproszenie do miasta Praga. Wyjazd w środę, dnia 21 maja o 14:52 z Gdyni Głównej.
Ahoj!
Archiwum dla maj 13th, 2008
praski kolaż
Opublikowany maj 13, 2008 Uncategorized 6 CommentsTags: mój angielski, Praga, tramwaj, wyjazd

