tak jakoś boję się.
Archiwum dla czerwiec, 2008
oszalałem. ogłupiałem. zdziecinniałem.
i na dodatek jestem zmęczony i niewyspany.
a może jedno wynika z drugiego, a drugie z pierwszego.
błędne koło.
piję kolejną kawę. Inną, mocniejszą, smaczniejszą. Dziwna wiara, że kawa ma w sobie moc, sprawia, że pije jej dużo, bardzo dużo, za dużo.. przykro mi, ale nie potrafię jej niczym zastąpić. A może wcale nie jest mi przykro.
Moc ma też w sobie piosenka nr 1 z nowej płyty Alanis Morissette – Citizens Of The Planet. Wyzwala we mnie energię, zmusza do ruchu, machania rękoma, skakania…
właśnie przed chwilą ze słuchawkami na uszach, z prawie maksymalnie podkręconą głośnością, wyskakałem owe cudo na małej powierzchni mojego pokoju. I pewnie zrobię to jeszcze nie raz, chociażby w celu rozprostowania kręgosłupa, który szalenie boli w kawałku szyjnym.
(to co się wyświetla na ekraniku z youtube jest nieistotne i nie specjalnie fortunne, zalecam zamknąć oczy – liczy się muzyka).
A praca z pierwszym ‘poważnym’ projektem robionym już w ramach nowej drogi zawodowej, powoli brnie do przodu, ba – nawet ku końcowi etapu modelowego.
(a to negatyw – który dziwnie fajnie wygląda – mojej pierwszej robótki)
a i jakby było mi mało mojej własnej… dopijam wszystkie nie wypite zimne kawy mojej konkubiny. Jestem kawowym potworem.
poranna kawa w kubkach termicznych na osiedlowej łące. Pies radośnie biegający. Psi znajomi: Joko, Chucky, Reksa, …
od kiedy w naszym mieszkaniu oprócz mnie i konkubiny jest jeszcze ona, psia dziewczynka, mamy wielu nowych znajomych – rozmowy na długość psiego spaceru, psie plotki, stają się codziennością.
A ona, psia dziewczynka, zaczyna już ładnie załatwiać się na dworzu, już mniej gryzie (nas przede wszystkim), więcej śpi – no i wtedy chyba rośnie. Bo rośnie mała cholera, 2-3 dni nie widzenia psa i po powrocie widzi się coś o wiele większego, doroślejszego i jakby trochę (zaznaczam – trochę) mądrzejszego.
A teraz… psi spacer za nami, więc czas zabrać się za pracę.. choć pogoda, ciepła i słoneczna, wcale temu nie sprzyja.
zapraszam na pierwszą małą wystawę fotograficzną – patrz zakładka Gdynia.
obijam się. Po jednej pracy wcale nie chce mi się zabierać za drugą. Wolę spacer z psem i konkubiną, uciekanie przed chrabąszczami. Już za czas krótki będzie tylko jedna praca.
Od siedzenia przed komputerem bolą mnie oczy.
Przeprowadziłem małe internetowe śledztwo, zanim udało mi się wypić herbatę z syropem malinowym do ostatniej gęstej jej kropli. Jego wynik wprowadza mnie w smutek, który planowo powinien zniknąć wraz z odejściem nocy i nastaniem nowego dnia. Bo każdy nowy dzień zawsze niesie sobą optymizm. Tymczasem sam w swoim wyobrażeniu jestem infantylnym głupkiem, który znowu zachłysnął się złudnym uczuciem. Szlag!
nie wiem co się dzieje ze mną.. trach pach coś nie tak!



