piję kolejną kawę. Inną, mocniejszą, smaczniejszą. Dziwna wiara, że kawa ma w sobie moc, sprawia, że pije jej dużo, bardzo dużo, za dużo.. przykro mi, ale nie potrafię jej niczym zastąpić. A może wcale nie jest mi przykro.
Moc ma też w sobie piosenka nr 1 z nowej płyty Alanis Morissette – Citizens Of The Planet. Wyzwala we mnie energię, zmusza do ruchu, machania rękoma, skakania…
właśnie przed chwilą ze słuchawkami na uszach, z prawie maksymalnie podkręconą głośnością, wyskakałem owe cudo na małej powierzchni mojego pokoju. I pewnie zrobię to jeszcze nie raz, chociażby w celu rozprostowania kręgosłupa, który szalenie boli w kawałku szyjnym.
(to co się wyświetla na ekraniku z youtube jest nieistotne i nie specjalnie fortunne, zalecam zamknąć oczy – liczy się muzyka).
A praca z pierwszym ‘poważnym’ projektem robionym już w ramach nowej drogi zawodowej, powoli brnie do przodu, ba – nawet ku końcowi etapu modelowego.
(a to negatyw – który dziwnie fajnie wygląda – mojej pierwszej robótki)
a i jakby było mi mało mojej własnej… dopijam wszystkie nie wypite zimne kawy mojej konkubiny. Jestem kawowym potworem.



