Archiwum dla czerwiec, 2008



jedna, trzy, tysiące, …

jedno śniadanie, dwa obiady, dwa piwa niskoalkoholowe, pięć razy wysłuchany Jakob Dylan seeing things, jedna bramka dla Chorwacji, zero bramek dla Polski, przeczytane pięć stron książkowego zapisu bloga Carrolla, jedna świeczka płonąca, jeden umysł, dwie ręce i nogi też dwie, trzy kawy, tysiące kropli deszczu, jeden karton soku pomarańczowego, dwa odpisy notarialne moje upoważnienia, jedno maks’ymalne wskazanie ideału, cztery czeskie rozmowy telefoniczne, jeden spacer z psią dziewczynką, dwie wizyty w osiedlowym sklepie, jeden zdobyty adres email, jedna boląca szyja i jedna senna już głowa.

ot dzień w liczbach, niekompletny jego cyfrowy stan.

poniedziałek Fausta

“Czym jest ścieżka. Nie ma ścieżki. Dalejże w nieznane.”
J.W. Goethe, Faust

i tak sobie myślę, że tak to już będzie i tak być powinno. Rzucać sobie wyzwania, realizować je, szukać zdziwienia, odkrywać, poznawać.

tymczasem zrzucam buty i pędzę jeść pyszną tłustą pizzę.

Jakob Dylan

kiedy nie mogę nic zrobić. Kiedy czuję wewnętrzny opór do działania. Wtedy trzeba kupić sobie nową muzykę. I nie może to być muzyka zassana z internetu, nie może to być słuchanie radia, żadna tam stara zdarta płyta. Wtedy trzeba pojechać do sklepu i poszukać, i kupić, i posłuchać.

Dziś padło na pana Dylana. Chodziłem między półkami z płytami w gdańskim Kolporterze, swoją drogą bardzo fajnym salonie multimedialnym, a w głośnikach coś grało. Było łagodne i w sam raz na niedzielę. Dość rytmiczne. W samochodzie stwierdziłem, że jest to miks Katie Melua, Norah Jones i Damiena Rice’a.
Hmm… a miałem chyba sobie Garbarka kupić, tudzież Mari Boine. Niezbadane są wybory muzyczne.

No a teraz do pracy.

Mari Boine

A ta pani uspokoi mnie przed zaśnięciem..
Mari Boine równa się spokój, harmonia, ukojenie a wszystko w jakimś dziwny-jakby-transie.

gwarancja, stabilizacja, ekscytacja

kawa o pierwszej w nocy? z dużą ilością mleka, cukru i korzeni, tak. Z zewnątrz przez okno wnika chłód. Źródłami światła jest monitor i zielona z dużym płomieniem świeca. W głośnikach dominant muzyczny dzisiejszego dnia – Sigur Ros.

I po pierwszej w nocy dociera do mnie kolejny pozytywny sygnał z zewnątrz. Kolejna osoba z wiarą, że uda mi się. Ja sam boję się nowego etapu, owej samodzielności zawodowej, tych wszystkich formalności, przepisów. Czy będę potrafił być sam dla siebie surowym i wymagającym pracodawcą? Wewnętrzna potrzeba postawienia się na wysokości zadania nie może być jedynym gwarantem powodzenia.
Może właśnie brak jakiejkolwiek gwarancji jest w tym wszystkim taki ekscytujący i mobilizujący? Tak, jestem podekscytowany. Zostawiam za sobą pewną stabilizację, efekt ostatnich nie całych dwóch lat, coś co jest ‘złe’ bo monotonne, nudne i nierozwojowe. Stabilizacja to usypianie wyobraźni, powolne zakopywanie marzeń, niebezpieczna wygoda.
Chciałbym by pomysł z ‘firmą’ wypalił. Właściwie, dlaczego miałoby być inaczej, wszystko zależy tylko i wyłącznie ode mnie. Przecież już wymyśliłem dla niej nazwę.

I poszukuję tytułu książki do przeczytania. Czy będzie to kolejny Murakami?

zieleni i niebieskiego do domu nie wpuszczę

postanowiłem w swoim przyszłym życiu ‘zawodowym’ nie mieć styczności z zielonymi i niebieskimi gazetownikami oraz z segregatorami o takich kolorach. Bardzo streso-twórczo na mnie wpływają kojarząc się z moją obecną pracą. Przez przypadek zatargałem jeden z segregatorów dziś do domu.. wrzuciłem go między kartony, wysoko na szafie.

Nowa płyta Sigur Ros zapowiada się dobrze i zapowiada się też na to, że będzie pierwszą ich płytą, która namacalnie pojawi się w moim płytozbiorze, ot taką mam już ochotę.

Cały czas gryzę się od środka w lewy policzek. Szlag.

pęd

rano – prysznic, kawa, mała z psem zabawa (wręcz bardzo mała), trójki chwilowe słuchanie.
późne rano, okolice południa i popołudnia początek – praca, spowiedź przed kierownikiem, kawa, do zrobienia masa rzeczy, których już wcale nie chce mi się robić, kminienie nad nazwą swojej firmy, kawa, zagraniczna tele-rozmowa.
popołudnie – psi spacer w dwóch odsłonach, smażone ruskie pierogi, spotkanie z kolegą w sprawach związanych z już nowym etapem zawodowego życia, lekkie przerażenie, pracy nawarstwienie, brak kawy.
wieczór – u starych przyjaciół, życia bieżącego opowiadanie, kawa, nowa muzyka, stare poczucie sympatii.
noc – powrót do domu za pomocą samochodu służbowego (za 20 dni zkm, ztm, skm) – rejs po uroczo pustym mieście, mail od kolegi w sprawie zawodowych zamiarów (krótki mail w odpowiedzi), zapalona świeczka, Nico Muhly, skrzypce, łóżko…

życie się rozpędza, życie zwalnia, życie znowu się rozpędza, życie się rozpędza, rozpędza się… pędzi.

« Poprzednia stronaNastępna strona »