jedno śniadanie, dwa obiady, dwa piwa niskoalkoholowe, pięć razy wysłuchany Jakob Dylan seeing things, jedna bramka dla Chorwacji, zero bramek dla Polski, przeczytane pięć stron książkowego zapisu bloga Carrolla, jedna świeczka płonąca, jeden umysł, dwie ręce i nogi też dwie, trzy kawy, tysiące kropli deszczu, jeden karton soku pomarańczowego, dwa odpisy notarialne moje upoważnienia, jedno maks’ymalne wskazanie ideału, cztery czeskie rozmowy telefoniczne, jeden spacer z psią dziewczynką, dwie wizyty w osiedlowym sklepie, jeden zdobyty adres email, jedna boląca szyja i jedna senna już głowa.
ot dzień w liczbach, niekompletny jego cyfrowy stan.



