kiedy pracuję i kiedy w słuchawkach grają The Whitest Boy ALive i kiedy w tle słyszę dźwięk dzwonów pobliskiego kościoła, znowu zaczynam lubić to miasto-jeszcze-dalej-na-północ. Miasto, które zdecydowanie bardziej da się lubić porą letnia niż zimową.. a najbardziej da się lubić w porach przejściowych.
i kiedy znowu zaczynam lubić to miasto, nadal tęsknie za miastem potrójnym.. a może to wcale nie chodzi o tęsknotę za miastem w sensie urbanistycznym, tylko o jego ludzki wymiar?
i co dziwne, jeszcze kilka dni temu nie myślałem ani o mieście-jeszcze-dalej-na-północ, ani o potrójnym.. nie myślałem o żadnym mieście.. nordycki klimat, a raczej ludzie, którzy go dla stworzyli wyzbyli mnie tęsknoty za czymkolwiek.. nawet za moim www-dzieckiem. Szczęście było przecież na wyciągnięcie ręki.
takk (norsk)!


0 Odpowiedzi do “dzwony”